Nie ma chyba nikogo, kto w takiej czy innej formie nie doświadczałby boleśnie rzeczywistości zła, grzechu, ludzkiej przewrotności czy nienawiści. Zwłaszcza wówczas, gdy dochodzi do ich kumulacji, jakiegoś nagromadzenia okrucieństwa, choćby w postaci zamachów terrorystycznych, dokonywanych przez osoby mające za nic wartość ludzkiego życia. Boli nas cierpienie niewinnych ofiar i ich bliskich. Jakże boleśnie aktualne są dzisiaj słowa wiersza naszej poetki, laureatki nagrody Nobla: Spójrzcie, jak wciąż sprawna, jak dobrze się trzyma w naszym stuleciu nienawiść. Jak lekko bierze wysokie przeszkody. Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść

W obliczu tak mrocznej strony naszej rzeczywistości pytamy: Czy jest jakaś siła, która byłaby zdolna postawić tamę tej fali zła, okrucieństwa, nienawiści? Czy istnieje jakaś granica, o którą rozbije się moc zła? Tu przychodzi z pomocą św. Jan Paweł II. W refleksjach zapisanych na przełomie tysiącleci w książce „Pamięć i tożsamość” stwierdza: Miarą wyznaczoną złu, którego sprawcą i ofiarą jest człowiek, jest ostatecznie Boże miłosierdzie. A nawet idzie jeszcze dalej: Poza Bożym miłosierdziem nie istnieje żadne źródło nadziei dla ludzi.

W ten kontekst wpisuje się zainaugurowany 8 grudnia 2015 roku przez Papieża Franciszka Święty Rok Miłosierdzia. Zasadniczym celem ogłaszanych przez papieży lat jubileuszowych, począwszy od pierwszego ogłoszonego w 1300 roku przez Bonifacego VIII, jest zyskiwanie odpustów. Na takie znaczenie obecnego roku wskazują księża biskupi w liście, który był odczytywany w naszych kościołach na początku grudnia ubiegłego roku. Z okazji Roku Miłosierdzia papież ogłosił możliwość uzyskania odpustu dla każdego, kto odbędzie pielgrzymkę do dowolnego kościoła, w którym są otwarte Drzwi Święte. Moment ten powinien zostać połączony z sakramentem pojednania, Eucharystią oraz refleksją nad miłosierdziem. Oprócz zatem zwyczajnych warunków przypisanych do zyskania odpustu trzeba podjąć refleksję nad miłosierdziem. Aby te refleksje zaowocowały nie tylko większą wiedzą, ale miały swoje przełożenie na nasze odniesienie do Boga i konkretne postawy życiowe, przypatrzymy się z bliska tajemnicy Bożego miłosierdzia.

Miłosierdzie – imieniem Boga

Hasło roku jubileuszowego brzmi: „Miłosierni, jak Ojciec”. A jak miłosierny jest Ojciec? Co to dla nas oznacza, że Bóg jest miłosierny, tak aby to miłosierdzie naśladować? Już na samym początku Bulli ogłaszającej Rok Miłosierdzia Papież Franciszek podpowiada: patrzcie na oblicze Chrystusa. W nim możemy odczytywać rysy Bożego miłosierdzia. Jezus Chrystus jest obliczem miłosierdzia Ojca. Ono stało się żywe, widoczne i osiągnęło swoją pełnię w Jezusie z Nazaretu. Charakterystyczne w tym dokumencie jest to, w jaki sposób papież posługuje się pojęciami: miłosierdzie, miłosierny. Znacznie częściej jest mowa o miłosierdziu Boga w rzeczowniku (155) niż w przymiotniku, że jest On miłosierny (24). (To łatwo sprawdzić, dzięki możliwościom edycji tekstu z wykorzystaniem narzędzi statystyki wyrazów). Być może nie należy z tego faktu wyciągać zbyt dalekich wniosków, ale to spostrzeżenie nabiera znaczenia, jeśli zwrócimy uwagę na brzmienie tytułu ostatnio wydanej książki z zapisem wywiadu rzeki Papieża Franciszka na temat miłosierdzia. „Miłosierdzie to imię Boga”.

Imię w refleksji biblijnej jest tożsame z osobą. Papież powie wręcz, że miłosierdzie jest „dowodem tożsamości naszego Boga”. To jest coś więcej niż przymiot, to jest Jego istota. Podejmując refleksję o miłosierdziu wyrażamy jakąś składową Boskiej natury. Mówimy o tym, kim jest Bóg w swej istocie, a nie tylko to, jaki jest.

Aby ukazać jest obraz Boga oraz stosunek do człowieka, Jezus posługiwał się przypowieściami. Niektóre z nich zaliczamy tradycyjnie do przypowieści o miłosierdziu. Tą najbardziej znaną, najpiękniejszą, jest przypowieść i miłosiernym ojcu. W polskim przekładzie nie pada w niej ani razu słowo „miłosierdzie”, „miłosierny”. Pojawia się ono natomiast w łacińskim przekładzie dokonanym przez św. Hieronima, (przełom IV i V wieku, tzw. Wulgata). Przypomnijmy, syn marnotrawny wraca do domu, ujrzał go z daleka ojciec, wzruszył się i wybiegł mu naprzeciw. W „Wulgacie” natomiast (jak zauważa biskup Grzegorz Ryś) czytamy, że ojciec wybiegł mu naprzeciw „misericordia motus”, „poruszony miłosierdziem”. To coś więcej niż chwilowe wzruszenie, doraźna emocja. Poruszony wewnętrznie miłosierdziem. To nie widok wracającego syna wywołał w nim wzruszenie, tylko odwrotnie. Miłosierdzie skłania ojca do działania. Ojciec tak się zachowuje, bo jest miłosierny w swojej głębi, w swojej istocie. „Miłosierdzie to imię Boga”.

Matczyna miłość Boga Ojca

Skoro mamy być tak miłosierni jak Ojciec, to trzeba miłosierdzie Boga coraz głębiej odkrywać, coraz lepiej rozumieć. Jakie ono jest? Podpowiedzią jest już sama liturgia otwarcia Drzwi Świętych związanych z Rokiem Miłosierdzia. Należy do niej modlitwa Psalmem 118. Właśnie ten Psalm śpiewał Jezus wraz z uczniami w Wielki Czwartek wieczorem wychodząc z Wieczernika ku Górze Oliwnej. Otwiera go wezwanie: Dziękujcie Panu, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki. O jaką tu łaskę chodzi? W tekście hebrajskim użyte jest słowo hesed, które oznacza: łaskawość, dobroć, życzliwość, miłość. Za św. Janem Pawłem II tym słowem określamy miłosierdzie. W Dives in misericordia papież podkreśla, iż istotną cechą hesed jest miłość nie na zasadzie wzajemności, lecz mimo jej braku. Kiedy Bóg zapowiada Ezechielowi, że sprowadzi Lud Wybrany z niewoli babilońskiej do własnej Ziemi, to zaraz dodaje: Nie z waszego powodu to czynię, ale dla Świętego Mojego Imienia (Ez 36, 22).

Miłosierdzie Boga to jest miłość, która przekracza granice sprawiedliwości, czy granice wzajemności. Papież Franciszek, żeby to jakoś unaocznić, posługuje się obrazem miłości matczynej. To nie jest nowy tytuł Boga. Bóg pozostaje Ojcem, ale jego miłość zawiera w sobie pewne rysy miłości matczynej. Miłosierdzie to obraz Boga, który się wzrusza i okazuje nam swoje uczucia, jak matka, kiedy bierze w ramiona swoje dziecko, pragnąc jedynie je kochać, chronić, pomagać, gotowa oddać dla niego wszystko, nawet siebie samą (Franciszek). To jest miłość absolutnie wolna od kalkulacji, interesowności. Miłość wierna, także wtedy, gdy jest ona odrzucana. Kluczem jej zaistnienia nie jest doświadczenie wzajemności Miłość miłosierna wyróżnia się tym, że wytrzymuje próbę odrzucenia, odrzucenie przez człowieka.

Biskupi polscy we wspomnianym na początku liście wskazują na ten aspekt miłosierdzia: Miłosierdzie oznacza bowiem przede wszystkim wierność Boga względem Jego ludu i wobec zobowiązań wynikających z przymierza – pomimo ludzkiego nieposłuszeństwa.

Miłosierdzie, jako dowartościowanie

W modlitwie liturgicznej Prefacji I Modlitwy eucharystycznej o tajemnicy Pojednania znajduje się wskazówka, gdzie Bóg najpełniej objawia swoją wszechmoc. Nie przez cuda, nie przez czynienie rzeczy niemożliwych, ale poprzez miłosierdzie działające w łasce przebaczenia. Boże, Ty najpełniej objawiasz swoją wszechmoc w łasce przebaczenia. Dlaczego? Bo tylko dzięki wszechmocy możliwe jest to, na czym polega przebaczenie. A polega ono na odwołaniu się do dobra, które jest większe od jakiegokolwiek zła. To tylko dzięki wszechmocy Bożej możliwe jest, do czego człowiek sam z siebie nie mógłby uczynić. A jest nim cudowna zdolność wyprowadzania dobra ze zła. Mechanizm Bożego miłosierdzia na tym polega. To widać wyraźnie w postawie Ojca z Łukaszowej przypowieści o miłosiernym ojcu. Św. Jan Paweł II komentuje tę przypowieść. Młodszy syn, który awanturniczo opuścił dom, wszystko stracił: majątek, zaufanie ojca, reputację. Wydaje się, że wszystko stracone, że nie ma się na czym oprzeć, do czegoś odwołać. Jan Paweł II dostrzega jednak coś, co nie zostało utracone: ocalone zostało zasadnicze dobro: dobro człowieczeństwa. Wprawdzie zmarnował majątek, ale człowieczeństwo ocalało. Co więcej, zostało ono jakby odnalezione na nowo. To jest miłosierdzie. Miłosierdzie Boga objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. Mimo naszych grzechów, mimo tego, że grzech wydziedzicza nas z naszego człowieczeństwa, pomniejsze człowieczeństwo, Bóg podnosi w górę. Ocala człowieczeństwo. Przypatrzmy się jeszcze postawie ojca w rozmowie ze starszym synem, tym, który nie opuścił wprawdzie ojcowskiego domu, ale tak naprawdę nigdy do niego wszedł. Ojciec próbuje przekonać starszego syna, aby dzielił radość z powrotu do domu młodszego brata. Trzeba bowiem się radować, bo brat twój był umarły, ale ożył, zaginął, a odnalazł się.

Idąc za sugestią biskupa Grzegorza Rysia, zajrzyjmy do łacińskiego przekładu św. Hieronima. Zauważymy, że w tym zdaniu jest użyta strona bierna: „został odnaleziony” (inventus est). Co to oznacza? Przecież on przyszedł do domu sam z siebie! Jak to: „został znaleziony”? Owszem, sam przyszedł do domu, ale nie jako syn. Uczyń mnie choćby jednym z najemników – mówi do ojca. Chce się umówić z ojcem nie na zasadzie synostwa, ale umowy o pracę. Nie wierzy, że możliwy jest jeszcze poprzedni układ. Natomiast ojciec odnalazł w nim synostwo. Podniósł go w górę. I chce to zrobić tak szybko, jak tylko możliwe. Nie pozwala mu nawet dokończyć wyznania winy, jakby przykrywał jemu usta – tak wielka jest miłość i radość z tego powodu, że go odnalazł (Franciszek).

Na tym polega miłosierdzie. Bóg się nigdy nie zgodzi na taki układ: „Ja będę dla ciebie robił to i to, a Ty mi dasz zapłatę”. Bóg nigdy nie pozwoli na zredukowanie układu między sobą a człowiekiem do innego poziomu niż Ojciec – syn. Bóg, który ofiarował nam swojego Syna, nie może objawić się nam inaczej jak tylko miłosierdzie. Bóg jest opiekuńczym, uważnym ojcem, gotowym przyjąć każdego, kto wykona choć jeden krok albo kto pragnie wykonać choć jeden krok w stronę domu. On trwa i wpatruje się w horyzont, oczekuje nas, już na nas czeka (Franciszek).

Błogosławieni miłosierni…

Czemu ma służyć nasza refleksja na temat miłosierdzia Boga? Powtórzmy, hasło Roku Miłosierdzia brzmi: „Miłosierni jak ojciec”. Nie wystarczy wiedza na temat miłosierdzia. Miłosierdzie Boga trzeba naśladować. Katechizmowe uczynki miłosierdzia co do ciała i co do duszy są formą uporządkowania tej postawy. Jednak tu trzeba czegoś więcej, czegoś, co św. Jan Paweł II nazwał „wyobraźnią miłosierdzia”. Jeśli będziemy poszerzali w sobie ową wyobraźnię miłosierdzia, na pewno zajęcia nam nie zabraknie. Ubogich zawsze będziecie mieli wśród siebie.

List biskupów polskich na rozpoczęcie Roku Świętego Miłosierdzia zawiera szereg sugestii rozwijania owej wyobraźni. Wezwanie do życia miłosierdziem oznacza przede wszystkim dążenie do przebaczenia i pojednania: do przebaczenia zniewag, porzucenia żalu, złości, przemocy i zemsty. Życie miłosierdziem oznacza również powstrzymanie się od potępiania bliźnich. Nie sądzić i nie potępiać znaczy również umieć dostrzec to dobro, które kryje się – być może bardzo głęboko – w każdej osobie.


Ks. Jarosław Wojtkun

(Tekst jest zapisem zasadniczych myśli konferencji wygłoszonej w czasie wielkopostnego dnia skupienia nauczycieli w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu, 6 marca 2016)

(zdj. Fragment obrazu Powrót syna marnotrawnego, Rembrandt)

5