– Każdy mężczyzny rodzi się dwa razy: raz synem a drugi raz ojcem. Dla mnie teraz rozpoczął się ten drugi czas – mówi ks. Grzegorz Lipiec, do niedawna moderator Ruchu Światło-Życie, a obecnie ojciec duchowny alumnów radomskiego seminarium.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Po dziesięciu latach żywiołowej pracy z młodzieżą, nagle trzeba odpowiedzieć na prośbę księdza biskupa i podjąć posługę ojca duchownego. W jakich okolicznościach dowiedział się ojciec o tej nominacji?

ks. G.L.: O nominacji na ojca duchownego dowiedziałem się podczas rozmowy z księdzem biskupem Henrykiem Tomasikiem w naszym seminarium. Było to dokładnie 13 maja w setną rocznicę objawień Maryi w Fatimie. Ucieszyłem się z tego, że czeka mnie jakieś nowe wyzwanie. Choć w miarę upływu czasu docierało dopiero do mnie jak ważne i odpowiedzialne jest to nowe zadanie, towarzyszenie alumnom w rozeznawaniu powołania do kapłaństwa. W planach Bożej Opatrzności nie ma przypadków, a tym bardziej przypadkowych dat. Dzień 13 maja będzie mi się zawsze kojarzyć z objawieniami maryjnymi w Fatimie oraz z ocaleniem św. Jana Pawła II przez Maryję, dlatego rozpoczynam tę nową posługę z przekonaniem, że będzie nade mną czuwała Maryja, Fatimska Pani. Jej Niepokalanemu Sercu zawierzam siebie i moją nową wspólnotę.

Do niedawna zwracano się do księdza po prostu: „proszę księdza”. Od teraz klerycy mówią „ojcze”. Co zmieniło się w życiu i postrzeganiu kapłaństwa po zostaniu przez księdza ojcem?

Kiedyś odkryłem pewną prawidłowość, że mężczyzna rodzi się dwukrotnie. Raz synem, a drugi raz ojcem. Taka jest droga rozwoju mężczyzny. Jeżeli nie stanie się ojcem, to znaczy, że się nie rozwija, jest niedojrzały, żeby wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. W małżeństwie mężczyzna staje się ojcem w momencie poczęcia dziecka. Natomiast nam, księżom, dane jest doświadczyć ojcostwa duchowego. Tym, co jakoś mnie do tego przygotowywało był Ruch Światło-Życie, a w nim rozmowy z młodzieżą i rodzinami, bycie przy nich w chwilach zmagań i problemów, troska o to by mieli godne warunki w ośrodkach. Z czasem pojawiały się też i inne potrzeby. Proszono mnie o kierownictwo duchowe czy systematyczną spowiedź. Wtedy zauważyłem, że moje kapłaństwo wchodzi na inny poziom, bardziej duchowy niż menadżerski. Bardzo mi było miło, kiedy podczas ostatniego dnia wspólnoty w Skarżysku jeden z przedstawicieli młodzieży powiedział, że „ksiądz był dla nas ojcem”. Te słowa były dla mnie najlepszym podziękowaniem i umocnieniem na dalszą drogę.

Wiemy już, jak przebiegało rodzenie się do ojcostwa. Chcielibyśmy teraz zapytać, jak ojciec rozeznawał swoją drogę powołania?

Po Pierwszej Komunii Świętej zostałem ministrantem, później lektorem i byłem nim do momentu wstąpienia do seminarium. Ksiądz proboszcz Władysław Kosiec prowadził spotkania ministranckie, szył nam komże, interesował się tym, czym żyjemy i to wszystko owocowało setką ministrantów w niespełna dwutysięcznej parafii. Spotkałem na swojej drodze wspaniałych księży i diakonów, którzy przyjeżdżali w niedzielę do mojej parafii z pomocą duszpasterską m.in. student KUL ks. Roman Adamczyk, który był jednocześnie moderatorem diecezjalnym Ruchu Światło-Życie. Wówczas zaczął mi się zmieniać obraz księdza na jeszcze bardziej bliski  i przystępny. I mi jako młodemu człowiekowi łatwiej było otworzyć się przed młodym duszpasterzem niż długoletnim proboszczem. Ks. Roman zaproponował ministrantom w wakacje wyjazd na oazę. Zobaczyliśmy wówczas, że Kościół to nie tylko nasza parafia, ale to coś więcej. Poznaliśmy jeszcze innych kolegów i kleryków, dla których Kościół był niejako ich drugim domem. Zaczęły się we mnie pojawiać myśli o kapłaństwie, i zaraz te inne, contra tej drodze, że to nie dla mnie, co na to koledzy, a jak okaże się, że seminarium to nie moje miejsce i wrócę z piętnem bycia w seminarium itp. Naprawdę było we mnie dużo lęku i obaw, o których nie miałem z kim pogadać. Więc po maturze były jeszcze studia z elektrotechniki na Politechnice Radomskiej. Jednak myśli o seminarium wciąż nie dawały mi spokoju. Ten wewnętrzny niepokój jakoś dostrzegł wspomniany ks. Roman i szczerze pogadaliśmy. Na koniec tej rozmowy zaproponował, żebym pojechał z nim na rekolekcje oazowe do Białego Dunajca i przeżył je pod kątem rozeznania drogi życiowej. Po tych rekolekcjach nie chciałem już dłużej uciekać przed Panem Bogiem i miałem od Niego wielką łaskę i moc, by zabrać dokumenty z uczelni i wstąpić do seminarium.

Jaka duchowość jest ojcu najbliższa? Co chciałby ksiądz przekazać klerykom jako to, co dla ojca w kapłaństwie najcenniejsze?

Chyba każdy ksiądz, może jeszcze jako alumn obiera kogoś, na kim wzoruje swój styl życia i kapłaństwa. Mówiłem wcześnie o wspaniałych księżach. A poprzez moją posługę w ruchu poznałem bliżej jego założyciela – Czcigodnego Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Przeczytałem kilka jego książek, dzięki którym tak naprawdę poznałem jego duchową sylwetkę. To był ksiądz, który miał żywą relacje z Panem Bogiem i rozmawiał z Nim jak z przyjacielem. Od św. o. Maksymiliana Kolbe nauczył się miłości do Maryi. Był przekonany o skuteczności zawierzenia się Maryi Niepokalanej. Mówił o tym, że jeśli jakieś dobre dzieło ma się ostać pośród trudności to trzeba je zawierzyć Maryi. Przez współpracowników ks. Blachnicki określany był mianem człowieka wiary konsekwentnej. W nim nie było kompromisów, swoim życiem potwierdzał oazową zasadę, iż światło Ewangelii i życie chrześcijanina ma cechować spójność. Myślę, że klerycy powinni poszukiwać wzorów świętych kapłanów w literaturze i codziennym życiu. A następnym krokiem jest „tylko” odwzorowanie ich przykładu w swoim życiu kapłańskim.

Co jest dla mnie najcenniejsze? Osobista więź z Panem Jezusem. Doświadczyłem tego wiele razy, że jak długo pozostaję w relacji z Jezusem jestem „skałą” i oparciem dla innych. To jest fundament mojej tożsamości, dlatego każdego dnia na nowo szukam Go i odnajduję na modlitwie, Eucharystii, rozważając słowo Boże, służąc wspólnocie.

Na koniec sięgnijmy w przyszłość. Jakie nadzieje wiąże ojciec z nową posługą?

Chciałbym, aby ta posługa duchowej troski o innych była drogą mojej osobistej formacji i czasem wzrastania w powołaniu. Czasem na pogłębione relacje z Panem Bogiem i ludźmi.

Dziękujemy za rozmowę.

Ks. Grzegorz Lipiec – pochodzi z parafii Bierwce. Święcenia kapłańskie przyjął w 2002 r. Pracował jako wikariusz w parafii Jedlnia-Letnisko. Doktor teologii pastoralnej z zakresu duszpasterstwa rodzin. W latach 2007-2017 moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie. Od października tego roku powołany na funkcję ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu.

 

Rozmawiali: Karol Dobrasiewicz i Michał Kopciński, rok IV

4