W sobotę 21 maja 2016 r. klerycy radomskiego seminarium uczestniczyli w spotkaniu z niecodziennym gościem. W progi serca diecezji, jakim jest Wyższe Seminarium Duchowne w Radomiu zawitał misjonarz – ks. Mirosław Bujak.

Ks. Mirosław od 13 lat jest na misjach w Afryce. Podczas swojego spotkania opowiadał jak to się stało, że został misjonarzem. Początkowo pracował jako wikariusz w Parafii Wszystkich Świętych w Starachowicach, odbył studia w Rzymie, pracował w Radiu Ave, które obecnie znane jest jako Radio Plus. W międzyczasie prosił najpierw Bp. Edwarda Materskiego, później Bpa Jana Chrapka o możliwość wyjechania na misje, jednak, jak wspomina przy obu prośbach, usłyszał taką samą odpowiedź: Nie masz na to zdrowia. Dopiero ks. Bp Zygmunt Zimowski podjął decyzję zezwalającą na wyjazd Ks. Mirosława na misje. Misje, jak mówił w czasie spotkania o ks. misjonarzu Ks. Rektor Jarosław Wojtkun, to ogromne wyzwanie, nie jedzie na nie zwykły człowiek. Odpowiednie przygotowanie, znajomość języków, otwartość, chęć pracy i podejmowania różnych wyzwań. Wyjazd do innego państwa, innej strefy klimatycznej, to zderzenie się z innymi obyczajami, z inną kulturą i mentalnością. Biali wśród czarnoskórych nie zawsze są mile widziani.

Opowiadając o misjach ks. Mirosław mówił, jak się wiele zmieniło w ciągu tych 13 lat. Misje w Kamerunie nie wyglądają już tak, jak kiedyś. Początkowo, w diecezji, w której pracuje nasz Misjonarz było 15 Ojców, teraz ich liczba jest pięciokrotnie mniejsza. Ludzie przyjmują sakramenty, są powołania kapłańskie, przez co wzrasta liczba księży czarnoskórych, a białych spada. Ludzie chcą budować kościoły i pomagają przy pracach. To niebywałe, ale o ile w Europie wszystko próbuje się racjonalizować, Kościół jest czymś spowszechniałym, bez czego w zasadzie można się obejść i, w odczuciu współczesnej młodzieży, nie jest to do szczęścia potrzebne; o tyle w Afryce spotkanie na celebracji liturgii jest zawsze czymś niesamowitym, ludzie chcą słuchać o Bogu, Jezusie i Jego nauce. Msza święta trwa nawet 3 godziny, a po niej ludzie przenoszą się na ulicę, w cień drzew, by tam wymieniać między sobą poglądy i zdania na temat usłyszanej Ewangelii i wygłoszonej homilii. Tematy religijne są poruszane również w autobusach i jest to powodem żywej dyskusji.

Odsetek katolików w Afryce z każdym rokiem rośnie, coraz więcej osób przyjmuje chrzest. Są też śluby, co nie jest wcale częstym przypadkiem, ponieważ sposób życia i model rodziny jest całkowicie inny niż w Polsce. Tam bardzo często jest tak, że jeden mężczyzna żyje z dwiema kobietami i ma z nimi dzieci. Często jest tak, że ten mężczyzna chciałby zawrzeć sakramentalny związek z jedną kobietą, tylko wtedy pojawia się problem: co z tą drugą? Z nią przecież też ma dzieci i je kocha. Mieszkańcy krajów misyjnych mają coraz większą świadomość w zakresie sposobu życia i modelu rodziny. Nauka Kościoła, obecność misjonarzy i przyjmowanie wiary katolickiej sprawiają, że życie tych ludzi się zmienia. Praca misyjna księży nie idzie na marne, wręcz przeciwnie – przynosi owoce.

Ojciec misjonarz podczas spotkania opowiadał o tym, jak wygląd jego dzień. Pobudka o 4 rano. Tak wcześnie ze względu na to aby się pomodlić, zrobić pracę papierkową, zjeść śniadanie i o 6:30 odprawić Mszę świętą. Jest stała pora sprawowania Mszy świętej, a wynika to z faktu, iż prawie przez cały rok słońce wschodzi o tej samej godzinie. Po Mszy jest czas na załatwienie spraw poza miejscem zamieszkania, a także na rozwiązywanie codziennych problemów mieszkańców.

Ksiądz Mirosław dostał również Afrykańskie imię, które tłumacząc na polski brzmi: Nie bój się! (lub: Nie lękaj się!). Nie jest to przypadkowe i wynika z tego, iż na początku w swoich kazaniach często mówił o tym, żeby się nie bać i nie lękać. Opowiadał również, jak zaprosił dzieci z wioski na taki mały poczęstunek – ryż z dodatkami. Gdy dzieci jadły, tak obserwował jak się zajadają niecodziennym poczęstunkiem i zauważył jak jedno z dzieci pakuje to jedzenie do torebki. W pierwszej chwili, jak wspomina, był oburzony i spytał spokojnie to dziecko, czemu ten ryż tak pakuje i chowa. Wówczas usłyszał odpowiedź, że to dla rodzeństwa tego dziecka. Może to takie, wydawałoby się dziwne zachowanie, ale piękne, ponieważ dziecko chce dzielić radość uczty ze swoim rodzeństwem, by oni też razem przeżywali tę uroczystość. Dzisiaj nie każdy potrafi się dzielić, przychodzi nam to z trudem.

Gdy tak pisałem ten artykuł, to przypomniało mi się, jak będąc dziewięcioletnim chłopcem, rozpoczynając posługę ministranta, miałem możliwość spotkania księdza Mirosława Bujaka w mojej rodzinnej parafii, do której często przyjeżdżał, by pomagać kapłanom w niedziele i uroczystości. I tak prowadząc tę wędrówkę do lat dzieciństwa wspominam naszego Ojca Misjonarza jako człowieka otwartego na drugiego człowieka, serdecznego, pomocnego. W księdzu Mirosławie było naprawdę coś niezwykłego, o czym mówił ks. Rektor. U tego człowieka widać było chęć dzielenia się z ludźmi prawdą o Jezusie oraz niesienia im Boga. Teraz, gdy po latach Go spotkałem i słuchałem świadectwa życia na misjach, to muszę stwierdzić, że Ojciec tym naprawdę żyje, że przebywanie z ubogimi ubogaca jego wnętrze. Momentami odnosiłem wrażenie, jakby głos ulegał załamaniu, to świadczy o bliskości relacji z tymi ludźmi, do których został posłany.

Księdzu Mirosławowi życzymy, aby to przebywanie na misjach przynosiło obfite owoce i by dalej ubogacało codzienne życie człowieka, który tak mocno zaufał Panu Bogu.

Krystian Wieteska, I rok.

6